czwartek, 27 grudnia 2012

"Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją..."

Osoby, które doświadczyły śmierci klinicznej mówią zazwyczaj o świetle w tunelu, przeglądzie wszystkich wydarzeń ze swojego życia , niesamowitym  uczuciu błogości i spokoju. Co jest po tej drugiej stronie? Jak naprawdę  wygląda życie po śmierci? Kiedyś na pewno się tego dowiemy, gdyż każdy z nas odejdzie z tego świata. Jednakże kwestia ta od początków naszego istnienia nurtuje człowieka, nurtuje  i nurtować będzie...
Jak każdy wie, w dawnych , starożytnych czasach , ludzie tłumaczyli sobie trudne do wyjaśnienia zagadnienia i zjawiska takie jak początki  świata  i gatunku homo sapiens, pierwiastków dobra i zła, przyrody, np. zmiany pór roku), a także życia po śmierci, za pomocą mitów. Powstawały one w wielu zakątkach naszego globu, zarówno w Japonii, Indiach, Chinach, Afryce, jak i w Skandynawii, czy Grecji. Te ostatnie znamy najbliżej, najlepiej. Któż nie słyszał o dwunastu pracach  Heraklesa, poświęceniu Prometeusza  i Królestwie Podziemi, władanym przez przerażającego Hadesa...

W tym momencie czytający ten mój przydługawy wstęp osobnik może pomyśleć sobie w następujący sposób: "Po co ona to w ogóle pisze? Po pierwsze, nic w tym odkrywczego - mity greckie i rzymskie się przecież czytało, po drugie miała tu być recenzja książki, a nie jakieś dołujące wynurzenia o nie-życiu". To ja się w takim razie spróbuję wytłumaczyć i udowodnić, że powieść ta jednak coś z tym długaśnym wprowadzeniem ma wspólnego...

Siedemnastoletnia Pierce Oliviera, główna bohaterka "Porzuconych" w wyniku nieszczęśliwego wypadku omal nie zginęła. Tak naprawdę przez chwilę była martwa, odeszła z tego świata (bynajmniej nie w kierunku światła) i znalazła się w dziwacznym, niepokojącym miejscu. Dziewczynie udało się jednak z niego uciec i do doczesnego życia powrócić. Lekarze tłumaczyli jej, że były to wyłącznie halucynacje w stanie śmierci  klinicznej, spowodowane chwilową utratą aktywności elektrycznej mózgu, ona jednak miała niezbity dowód na to, że wszystko co widziała było prawdą...
Po "powrocie" życie Pierce ulega drastycznej zmianie. Czuje się wyobcowana, trudno jest jej się skupić na lekcjach, nawiązywać kontakty z rówieśnikami. Dodatkowo w jej szkole dochodzi do nieprzyjemnej sytuacji i musi ją opuścić. Wraz z mamą przeprowadza się na niewielką, ponurą wysepkę Isla Huesos - to miejsce gdzie dorastała jej  rodzicielka. Tam powrócą demony z przeszłości dziewczyny, związane z pewnym  niepokojącym, młodym mężczyzną...


Tym razem Meg Cabot raczy czytelnika młodzieżówką okraszoną wątkami mitologicznymi. Autorka  przypomina nam posępną, mroczną opowieść o Hadesie i Persefonie i wprowadza do odświeżonego, ciutkę unowocześnionego Królestwa Podziemi. Niestety wycieczka po piekle za szybko się kończy - docieramy zaledwie do jego przedsionków, po czym wraz z Pierce wracamy do normalnego życia. Niewątpliwe autorka miała dobrą, ciekawą koncepcję na temat egzystowania po śmierci, jednak (moim zdaniem błędnie) szybko ją porzuciła, skupiając się na nastoletnich problemach i rozterkach bohaterki i jej przeszłości. Nie wiem, może rozwinie ją szerzej w kolejnych częściach?

Kreacja bohaterów także wydaje mi się słaba. Kilka lat temu chętnie  zaczytywałam się w powieściach pani Cabot (sławetnym, przede wszystkim wśród dziewczyn, cyklu "Pamiętnik księżniczki",
"Liceum Avalon", serii "Pośredniczka" ) i w każdej jej książce pojawiały się ciekawe, zabawne, sympatyczne postaci, wzbudzające raczej ciepłe uczucia (może prócz "czarnych" charakterów :)). Tymczasem protagoniści "Porzuconych" nie wzbudzili we mnie żadnych, absolutnie żadnych pozytywnych emocji - wyłącznie obojętność i nawet pewną dozę irytacji. Sama Pierce to postać bezbarwna, kompletnie niczym się nie wyróżniająca - może poza zamiłowaniem do ratowania zwierzątek, a w szczególności wszelkiego rodzaju ptactwa. Tajemniczy, mroczny John początkowo wzbudzał jakąś fascynację, wprowadzał aurę grozy, niepewności, jednak zdanie za zdaniem, kartka za kartką, zaciekawienie tą postacią malało. O babci prowadzącej sklep z włóczkami pod nazwą "Manja Dzierganja"(brzmi diabolicznie, prawda?) w miejscu niezwykle ciepłym  i wujku namiętnie oglądającym prognozy pogody, bliżej nie wspomnę...

Za to klimacik książka ma fajny. Akcja rozgrywa sie na posępnej, mrocznej wysepce, której już sama nazwa (Wyspa Kości) wzbudza dreszczyk. Dodatkowo autorka wymyśliła świetną historię, tłumaczącą dlaczego miejsce to posiada takie, a nie inne określenie. Sprawa z pewnym diamentem (jakim dokładnie nie zdradzę) i wszelkie odniesienia do mitologii greckiej są zajmujące i intrygujące. Chciałoby się ich więcej i więcej... a tymczasem autorka daje nam ich tylko posmakować.

Mam mieszane uczucia co do "Porzuconych" i naprawdę ciężko mi jednoznacznie stwierdzi , czy ich lekturę odradzam, czy raczej polecam. Jak widać na przykładzie różnorakich recenzji książka ta może się zarówno podobać, jak i nie  - wszystko to kwestia gustu i nastawienia. Moim zdaniem powieść ta sprawi się dobrze jedynie w roli czasoumilacza (bądź czasozapychacza), lekkiej, niezobowiązującej lektury, takiej "dla wytchnienia", na ponure, zimowe (a raczej, patrząc na te ocieplenia, zimowo - wiosenne) wieczory.  :)

Ocena: +6/10

Dzisiaj kolejny utwór skomponowany przez Adriana von Zieglera, tym razem w klimacie gotyckim. ;)




niedziela, 23 grudnia 2012

Chciałabym Wam życzyć ....




Radosnych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia pełnych miłości , ciepła, wesołego nastroju i...magii. Oraz odpoczynku wśród bliskich i wspaniałych lektur. 

                                                                            Nada                                                       

                                                                                                                                                      

czwartek, 20 grudnia 2012

Panie doktorze wieczne życie poproszę ...


Śmierć to jedna z najpewniejszych, wręcz gwarantowanych rzeczy na tym świecie. Nikt nie jest w stanie przed nią uciec...
Jednak w książce Drew Magary'ego ludzie mogą żyć wiecznie. Wystarczy zażycie specjalnego lekarstwa, a proces starzenia zostanie w organizmie człowieka (bądź zwierzęcia) zatrzymany i pozostaje on młody na zawsze.

A wszystko zaczęło się od pewnego, rudego naukowca... Postanowił on pomóc miedzianowłosym ludziom z całego świata i w tymże celu badał odpowiedzialny za taki, a nie inny kolor włosów gen - próbował usunąć z niego białko odpowiadające za czerwoną barwę, a swoje eksperymenty przeprowadzał na muszkach owocówkach. Pewnego razu usunął jednak białko nie to, co trzeba i muszki nie padały po kilku dniach, bądź tygodniach, tak jak na przedstawicieli tego gatunku owadów przystało, lecz sobie nieustannie latały i żyły, żyły, żyły... - zostały po prostu nieśmiertelne.



Magary przedstawia nam niesamowicie ciekawą i do bólu realistyczną wizję przyszłości, pokazuje co może dać i odebrać ludziom nauka. Błyskotliwie, z ironią i dystansem opisuje konsumpcyjne społeczeństwo, zachłanne nawet na życie. Najgorsze jest to, że po upływie pewnego (często długiego) czasu nie wiedzą nawet co z tym życiem zrobić...

Nieśmiertelność okazuje się być nie taką znowu frajdą i szczęściem. Co prawda, ludzie przestają się starzeć, mogą stale mieć te naście lat, ale ich kłopoty wcale się nie kończą. Powiedzmy, że przyjmą lekarstwo tuż po dwudziestce - wówczas nigdy nie przejdą na emeryturę. W takim świecie przestaje istnieć również miłość, związek małżeński staje się uciążliwy, słowa przysięgi "i, że Cię nie opuszczę aż do śmierci" przestają być aktualne, prawdziwe, rozsądne - przecież kres życia może przy odrobinie szczęścia w ogóle nie nadejść.

Dodatkowo przy stale powiększającej się liczbie ludności, brakujących surowcach mineralnych, rząd amerykański podejmuje dość drastyczne, szokujące kroki by, państwo "sprawnie" funkcjonowało. Autor swobodnie operuje absurdem i groteską, często przedstawia mrożące krew w żyłach sytuacje, pokazujące pewne zezwierzęcenie ludzi i władz, upadek moralności, sytemu wartości, brak poszanowania godności, wolności i życia człowieka. W tej rzeczywistości  obywatel, który zdecydował się lekarstwa nie przyjąć, lecz godnie się zestarzeć i dożyć kresu swych dni, może zostać z rozkazu rządu skutecznie usunięty, z racji, mówiąc kolokwialnie, zajmowania miejsca  i przestrzeni.

My ten świat obserwujemy z perspektywy, prowadzącego swego rodzaju pamiętnik, przeciętnego Amerykanina, wiecznie 29 - letniego Johna Farrela. Opisuje on otaczających go ludzi, zdarzenia bez większych  upiększeń i ubarwień. Realizmu przedstawianym sytuacjom dodają zamieszczone między wpisami dziennikowymi  fragmenty artykułów prasowych, wypowiedzi internautów oraz  aktualnych wiadomości, dzięki którym dowiadujemy się, że gorączką nieśmiertelności, prócz Stanów Zjednoczonych, opanowane są także inne zakątki świata - na przykład Chiny, czy Japonia.

"Nieśmiertelność zabije nas wszystkich" na pewno daje do myślenia. Zmusza do zastanowienia się w jakim kierunku biegnie otaczający nas świat i zamieszkujący go ludzie - dobrym, czy złym? Pokazuje do czego prowadzi ludzka zachłanność, a nawet, uznawany raczej za pozytywny, rozwój nauki ...Ta książka w pewien sposób miażdży.

Ocena: 8/10