środa, 26 lutego 2014

"Cieszmy się z małych rzeczy [takich jak stos na przykład]..."

Witajcie Moi Drodzy!
Po kilku dobrych tygodniach nieobecności w blogosferze powracam tutaj do Was niczym córa marnotrawna, jak zwykle ze stosem. Za tak rzadkie i nieregularne moje u Was odwiedziny bardzo przepraszam- jak już pisałam w poprzedniej notce, brakuje mi ostatnio pewnej niezwykle ważnej i niezbędnej do życia rzeczy Czasem zwanej i dlatego nie dość, że nie udzielam się u Was, to jeszcze nic nie piszę u siebie, a nawet nie czytam, co jest wykroczeniem zdecydowanie największym. Niestety przygotowania do matury i ostatnia klasa liceum to nie przelewki i chcąc, nie chcąc to właśnie im a nie moim kochanym książkom muszę poświęcać wolne chwile. Jednakże już o tych mało przyjemnych rzeczach nie mówmy-niech siedzą cicho w mojej świadomości- i przejdźmy do tego, co tygryski lubią najbardziej- stosiku.

Wiem, wiem- jakość tego zdjęcia powala na kolana... ;D

"Wizje" i "Przypływ" Danieli Sacerdoti otrzymałam od wydawnictwa Dreams- ich recenzje pojawiły się już na Książkowym Zawrocie Głowy- "Nevę" Sary Grant  oraz "Vaclava i Lenę" Haley Tanner sprawiłam sobie znowuż sama za kilka złociszy- te dwie powieści chciałam przeczytać już od dawna i ku mojej radości znalazłam je przecenione w tanich księgarniach na Rynku Krakowskim. "Na krawędzi nigdy" J. A. Redmerski to dość impulsywny zakup na empik.com- podkuszona wieloma pozytywnymi recenzjami tejże (ponoć) pięknej opowieści o miłości musiałam ją sobie sprawić do swej własnej biblioteczki. "Zagubionego herosa" oraz "Syna Neptuna" Ricka Riordana przyniosłam ostatnio z biblioteki, podobnie jak "Cień nocy" Andrei Cremer (mam ostatnio zapotrzebowanie na lekkie, odmóżdżające paranormal romance), "Jutro" Johna Mardsena (dorwałam je w końcu!), "Lesia" Joanny Chmielewskiej, który powinien spisać się doskonale w roli rozweselającego lekarstwa na ponury nastrój i chandrę, jakie czyhają na mnie ostatnio notorycznie oraz "Jeźdźca miedzianego" Paulliny Simmons.

I co myślicie o tych moich ostatnich zdobyczach? Polecacie którąś pozycję szczególnie, bądź odradzacie?
                                                                                                               
                                                                                                                                                  Nada





niedziela, 16 lutego 2014

Zapowiedź: "W pewnym teatrze lalek" Lidia Miś.

"W pewnym teatrze lalek", Lidia Miś


"Książka W pewnym teatrze lalek w sposób zabawny, a zarazem wzruszający opowiada o kształtowaniu charakteru, partnerskich relacjach i przynależności do grupy. To opowieść o budowaniu własnej tożsamości, rozpoznawaniu emocji oraz o otwartości na potrzeby innych."

Do teatru lalek przybywa nowa marionetka Perełka. Jest niedoświadczona i nigdy nie występowała na scenie. Do roli aktorki pomagają jej przygotować się nowi przyjaciele: Kamilla, Babcia, Miś i Kaczka. Plejada marionetek, jawajek i pacynek wiedzie na pozór beztroskie życie, co rusz wcielając się w nowe kreacje. Okazuje się jednak, że aktorstwo niesie ze sobą wiele wyzwań, a teatr jest czymś więcej niż pracą – jest całym ich światem!

FRAGMENT POWIEŚCI- KLIK



Książka pani Lidii Miś dostępna w księgarniach od 23 lutego!


P.S. Wiem, wiem Moi Drodzy- Książkowy Zawrót Głowy świeci ostatnio pustkami, cicho tutaj straszliwie, a u Was nie pojawia się mój głos w postaci komentarzy, gdyż w ciągu ostatnich dwóch tygodni w blogosferze pojawiałam się bardzo rzadko. Mimo ferii, które (niestety!) w dniu dzisiejszym muszę pożegnać na recenzowanie i blogowanie nie miałam ni czasu, ni weny- wzięłam się za przygotowania do matury z WOS-u (ale chyba nie wystarczająco, biorąc pod uwagę to, że przerobiłam tylko połowę materiału z repetytorium :/), uzależniłam się od pewnego serialu, a w mijającym już tygodniu żyłam studniówką, która odbyła się wczoraj. :) Balowałam wraz koleżankami do piątej rano, na przemian opychając się przeróżnymi daniami i gibając się na parkiecie- fajnie było, oj fajnie, ale już minęło, więc trzeba powrócić do rzeczywistości i wziąć się do roboty. W najbliższych dniach planuję coś niecoś tutaj skrobnąć- szykuję dla Was stosik, chciałabym też w końcu napisać jakąś recenzję i poodwiedzać Was wszystkich. Trzymajcie kciuki, żeby się udało. :) Do...napisania!

                                                                                                                              Nada

niedziela, 2 lutego 2014

Czy pochłonie nas fala?



Siedemnastoletniej Sarze Midnight udało się przeżyć starcie z oślepioną żądzą zemsty Valaya- Catherine Hollow- dzięki tajemniczemu Nicholasowi Donalowi od dawna pojawiającemu się w jej nocnych wizjach. Życie dziewczyny rozprysło się jednak na tysiąc kawałków- śmierć jej bliskiej przyjaciółki, kłamstwa Seana podającego się za jej kuzyna Harry'ego i dziwacznie oddziałująca na nastolatkę ciągła obecność chłopaka ze snów coś zmieniło w niej nieodwracalnie. W poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące ją pytania, Sara zamierza udać się do Midnight Hall- posiadłości na wyspie Islay od pokoleń należącej do jej rodziny. Tam właśnie odkryje skrzętnie skrywane, mroczne tajemnice rodu Midnightów i dowie się, kto jest jej prawdziwym wrogiem, a kto przyjacielem...

"Rany na duszy
Te, których nigdy nie ujrzysz
Nigdy się nie zagoją."

Wydanie "Wizji" rozpoczynających trylogię o nastoletniej Łowczyni było dla pani Danieli Sacerdoti ziszczeniem się jej marzeń, a stworzenie ich kontynuacji- "Przypływu"- spełnieniem w roli autorki powieści paranormal romance dla młodzieży- ta włoska literatka zdecydowanie wie już, o czym chce pisać i kreuje historię, która biegnie w nowym, pozytywnie zaskakującym kierunku. Podczas, gdy w pierwszym tomie trylogii "Sara Midnight" dopatrzyć się można było kilku podobieństw do innych serii, na jakie ja mimo wszystko przymykałam oko, w "Przypływie" nie sposób ich odnaleźć- tą książką Sacerdoti udowadnia, że pomysłowość i oryginalność to jej druga skóra. Kilka dni temu, w recenzji "Wizji" narzekałam na bardzo oszczędną, ubogą w opisy kreację świata- jakież było moje zdumienie, gdy w ich kontynuacji po tymże niedociągnięciu nie zostało nawet śladu! Tym razem autorka naprawdę postarała się w tejże kwestii i z wyczuciem przedstawiła swoje uniwersum, nie szczędząc barwnych i bogatych w szczegóły opisów nieznanych dotąd demonów oraz pełnego zakamarków i ukrytych pokoi posępnego domostwa na wyspie Islay, w którym rozgrywa się większość wydarzeń w "Przypływie". Dzięki temu świat z jej wyobraźni zyskał nowy wymiar- znalazło się w nim życie, nowatorskość i świeżość.

"Jeśli będziemy udawać, że to mi wystarczy
Stworzymy iluzję,
Zamiast tego, co jest naprawdę."

Historia przedstawiona na kartach "Przypływu" usnuta została z zagadek i niedomówień- główną rolę odgrywają w niej nie tylko losy Sary, ale też tajemnica śmierci jej ciotki Mairead, która zmarła w wieku trzynastu lat tuż po tym, jak została Śniącą w rodzinie Midnightów oraz intrygująca, niespotkana do tej pory w literaturze opowieść o Księciu Cieni. Podobnie, jak w "Wizjach" w części drugiej trylogii pióra Sacerdoti głos mogą zabrać niemal wszyscy bohaterowie- narracja w pierwszej osobie przypadła, co prawda tym razem tylko dwóm protagonistom, jednakże dzięki tej trzecioosobowej wnikamy do myśli pozostałych osób występujących w "Przypływie". I tak, nie licząc Sary, chwilami świat ją otaczający obserwujemy oczyma niejednoznacznego Nicholasa, który dokonać musi dramatycznego wyboru; złamanej śmiercią ukochanego Harry'ego Midnighta Elodie walczącej z nieodwzajemnionym uczuciem do innego chłopaka; wnoszącego do książki humor i pozytywne myślenie Nialla połączonego z Łowczym Mike'm niezwykle silnym węzłem przyjaźni, Seana zakochanego w głównej bohaterce po uszy i zupełnie nowej w "Przypływie" protagonistki, która pozostać dla Was musi niewiadomą, dopóki nie sięgnięcie po tom drugi trylogii pani Sacerdoti. Nie przypuszczałam, że ze spotkania z tymi fikcyjnymi postaciami czerpać będę taką radość- zżyłam się z nimi przeogromnie, obdarzając część z nich ogromną sympatią. Oczywiście w gronie bohaterów tak pozytywnie przeze mnie odbieranych nie znaleźli się wszyscy- w dalszym ciągu mieszane uczucia mam na przykład wobec Sary. Przyznać muszę, że jest ona protagonistką dynamiczną- rozwijającą się i zmieniającą, której współczułam wielokrotnie, biorąc pod uwagę tony przykrych przeżyć, jakie na jej barki zrzuca autorka, ale ta jej bezbarwność, brak wyrazu, szczególnego charakteru odróżniającego ją spośród innych irytowała mnie niemiłosiernie...

"-Słuchaj swojego serca. Sara skrzywiła twarz i odwróciła wzrok. -Próbuję. Ale zawsze jest wokół tyle dźwięków."


Lektura "Wizji pozostawiła po sobie mieszane odczucia, chaotyczne myśli, niedosyt i emocje dalekie od zachwytu, zaś "Przypływu" niesprecyzowane do końca "coś" swym kształtem przypominające oczarowanie, którego nie spodziewałam się zupełnie. Życie jest jednak przewrotne- potrafi człowieka zaskoczyć nawet książką. Daniela Sacerdoti umie znowuż pokazać, że jest autorką z głową pełną świeżych i intrygujących pomysłów. Koncepcji, które podnoszą poprzeczkę jej kolejnej powieści, wróżąc przy tym bardzo dobry tom finałowy trylogii "Sara Midnight" i pozostawiają czytelników z wielgachną niecierpliwością, co do ich dalszego rozwinięcia. -5/6


Obserwowanie "Przypływu" umożliwiło mi wydawnictwo Dreams. Dziękuję!