"Czasami trzeba się cofnąć, żeby móc ruszyć naprzód. Żeby móc ruszyć dokądkolwiek."
Ellie, Corrie, Kevin, Homer, Fiona, Robyn i Lee to paczka znajomych ze szkoły, która postanawia razem wybrać się w góry i kilka dni biwakować na łonie natury. Ich celem jest także dotarcie do miejsca zwanego Piekłem- górskiej rozpadliny, gdzie ponoć żaden człowiek nie postawił stopy (jeśli przyjąć, że historia o pustelniku-mordercy mieszkającym tam od lat nie jest prawdziwa). Wyprawa okazuje się być dobrym pomysłem- nastolatkowie świetnie bawią się w dziczy, a wspólne spędzanie czasu sprawia im tak wielką frajdę i radość, że niechętnie myślą o powrocie do domu. Nie wiedzą jeszcze bowiem, że podczas ich nieobecności świat, rzeczywistość, w jakiej żyli uległ całkowitej zmianie... Paradoksalnie to powrót do rodzinnego miasteczka okazuje się być zejściem do prawdziwego piekła- w domach nastolatków panuje przeraźliwa cisza i pustka, zwierzęta leżą martwe, a po ich rodzinach, znajomych, sąsiadach nie ma nawet śladu...
Istnieją książki, które stworzone zostały po to, by trzymać czytelnika w kleszczach niepokoju i napięcia, przestraszyć go i przyprawić o ciarki oraz szybsze bicie serca- każdy autor piszący i publikujący powieść wpisującą się w gatunek thrillera, kryminału, bądź horroru pragnie, by tego rodzaju emocje, reakcje jego dzieło w odbiorcy wywołało, czy to samą niezwykle skomplikowaną fabułą i treścią, czy też dramatycznymi oraz nieprzewidywalnymi zwrotami akcji i są one nawet przez czytelnika pożądane, przez niego oczekiwane. Istnieją też powieści szczególnego rodzaju- historie na ich stronach przedstawione wydają się być, co prawda, ciekawe, zajmujące, ale nie zapowiadają wielkich i rzeczywistych emocji, by następnie, ku ogromnemu zdziwieniu odbiorcy, takie, a nie inne wrażenia w nim wywołać. I to do nich właśnie należy "Jutro" Johna Marsdena. Książka tegoż australijskiego pisarza, rozpoczynająca siedmioczęściowy cykl pod tym samym tytułem to pozycja adresowana przede wszystkim do młodzieży, zawierająca elementy powieści przygodowej, która zaskoczyła mnie niesamowicie- trzymała moją osobę w napięciu i wywołała gęsią skórkę oraz ciarki na plecach lepiej niż niejeden thriller, czy dreszczowiec, z jakim miałam w swym życiu do czynienia. Nie spodziewałam się zupełnie, że aż tak przeżyję historię usnutą przez Marsdena na kartach "Jutra", że strach i niepokój Ellie o jej najbliższych, z perspektywy której poznajemy kolejne wydarzenia oraz wypadki udzieli się i mnie. A wszystko dlatego, iż opowieść nastoletniej bohaterki jest tak cholernie realna i wręcz boleśnie prawdopodobna. Bo czyż fikcja, z pozoru niemożliwy scenariusz, jakim w przypadku tej książki jest widmo wojny, czasami nie staje się rzeczywistością?
"Ludzie, cienie, dobro, zło, niebo, piekło: wszystko to tylko etykietki, nic więcej. Ludzie sami stworzyli te przeciwieństwa: natura ich nie dostrzegała. W naturze nawet życie i śmierć nie były przeciwieństwami- po prostu jedno stawało się przedłużeniem drugiego."
Na tak wielkie zaangażowanie czytelnika w historię siedmiorga nastolatków, których życie runęło z dnia na dzień na pewno wpływa pierwszoosobowa narracja- sama w sobie nie jest ona niczym niezwykłym (większość współczesnych książek dla młodzieży jest nią pisana), ale w tej z "Jutra" jest tyle życia, naturalności i autentyczności, że aż to niemożliwe. Zapewne ma to związek z samą komentatorką zdarzeń- Ellie- która również taka jest. Zresztą nie tylko ona- cała siódemka naszych bohaterów to postaci z krwi i kości, których zaletą jest przede wszystkim fakt, iż są tacy... normalni. Żadni z nich superbohaterowie, czy niezwyciężone jednostki o niezwykłej sile psychicznej- to początkowo zwyczajna grupa dzieciaków dopiero wchodzących w dorosłość, często zachowujących się niedojrzale i zwyczajnie głupio z powodu buzujących hormonów; grono młodziutkich osób, którzy w obliczu panującej w ich kraju wojny naturalnie są sparaliżowani ze strachu, spanikowani. Protagoniści nie od razu potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale instynkt przetrwania budzi się w nich stosunkowo szybko i sprawia, że powoli dorastają, hardzieją- dojrzewają do tego, by brać odpowiedzialność za swe własne czyny. I co najważniejsze, nie są przy tym wyidealizowani- jak każdy z nas mają swe wady, chwile słabości i tchórzostwa, dzięki czemu wyzbywają się sztuczności i są realniejsi w oczach czytelnika.
"Jutro" to naprawdę niezła powieść dla młodzieży- wciągająca po uszy, pochłaniająca całkowicie i przyprawiająca o dreszcze oraz niespokojne bicie serca- która może przypaść do gustu także starszym czytelnikom. Nie jest to bowiem książka o tematyce banalnej i błahej- Marsden chce zwrócić uwagę odbiorcy na przeróżne kwestie dotyczące moralności, ludzkiej natury, unikając przy tym kłującego w oczy dydaktyzmu i pretensjonalności. Polecam Wam ją jak najbardziej- myślę, że warto poświęcić jej popołudnie, bądź wieczór, gdyż sprawdzi się także w roli ekscytującej i trzymającej w napięciu rozrywki. Rozrywki z drugim dnem. -5/6
"Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscem- piekło wiąże się z ludźmi. Może to ludzie są piekłem."