sobota, 7 września 2013

Stosika dwa.

W końcu sobota Moi Drodzy! Nie wiem ja Wy, ale ja już po pięciu, a właściwie czterech dniach szkoły mam jej serdecznie dość. :D Nauczyciele do obrzydzenia ględzą o czekających mój rocznik w maju maturach, straszą nas nimi niemiłosiernie i sami trzęsą portkami, że przyniesiemy naszemu "elitarnemu" liceum wstyd i jakiś przedmiot oblejemy. W skrócie mówiąc, już na samym początku wesolutko i przyjemnie nie jest, więc co będzie za jakiś czas? :p Jak na razie staram się o tym nie myśleć i...pocieszam się książkami.  ;) W sierpniu i w pierwszym tygodniu września zawitało do mnie kilka  bardzo ciekawych pozycji, którymi chciałabym się Wam tutaj pochwalić.




W sierpniu obchodziłam osiemnaste urodziny i z tej okazji zostałam obdarowana książkami przez kilka wspaniałych osób. :) Składają się one na stosik po lewej (prezentowo-zakupowy). ;)
Od dołu:
- "Korona śniegu i krwi" Elżbieta Chereźińska. O tym tomiszczu marzyłam od dawna i dzięki Kasi (która czyta mi w myślach :D) mam je w swoich łapkach. Jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję! :*
- "Saga Księżycowa. Scarlet" Marissa Meyer - wydębiona na urodziny od brata (ma gest, ma :)). Muszę przyznać, że do "Cinder" byłam nastawiona baaardzo sceptycznie, ale uległam Waszym pozytywnym opiniom i postanowiłam dać jej szansę, co skończyło się tym, że...całkowicie mnie oczarowała i, co więcej trafiła do moich ulubieńców. Coś czuję, że ze "Scarlet" będzie tak samo. ;)
- "Piąta fala" Rick Yancey - a tą książką obdarowałam się sama. xD  Wokół debiutu Yancey'a zrobił się niezły szum trzeba, więc sprawdzić dlaczego.
- "Akademia wampirów" Richelle Mead -j.w. Co prawda wielbicielką wampirków, a tym bardziej tych grzecznych nie jestem, ale tyle dobrego o tej serii się słyszy, dziewczyny z forum zachwycają się nią niebywale, a że na ich rekomendacjach jeszcze się nie zawiodłam postanowiłam ją chociaż ugryźć. 
- "Akademia wampirów. W szponach mrozu" Richelle Mead - z wymiany.  Na wszelki wypadek sprytnie zaopatrzyłam się od razu w kontynuację, zakładając, że część pierwsza mi się spodoba. Gorzej będzie, jeśli jednak nie... ;) 
- "Misery" Stephen King - prezent od Marty. :* Tak się jakoś złożyło, że niedawno obejrzałam sobie film o tym samym tytule, nie przypuszczając, że dzień później koleżanka wręczy mi jego książkowy pierwowzór. Ekranizacja była diabelsko dobra, psychopatyczna Annie przyprawiała mnie o ciarki, więc co dopiero będzie z książką. :) Jestem pewna, że trafi w moje gusta.
- "Mroczne szaleństwo" i "Krwawe szaleństwo" Karen Marie Moning - zakup na taniaksiazka.pl (za obie zapłaciłam 12, 60zł). Tego kosztownego (:D) zakupu absolutnie nie żałuję -  przy pierwszym tomie "Kronik Mac O'Connor" bawiłam się świetnie. Całe szczęście, że kontynuacja czeka już na półce, bo "jedynka"skończyła się cliffhangerem, który sprawia, że chce się czytać dalej i dalej... :)

Stosik po prawej (pożyczkowy) od góry:
- "Dary Anioła. Miasto Kości" Cassandra Clare - pożyczone od Kasi. Planowałam przypomnieć je sobie (po czterech latach - ale ten czas leci... :3) przed pójściem do kina na ekranizację (która moim zdaniem wypada dość kiepsko), ale nie zdążyłam, więc czytam teraz. :)
- "Upadli" Lauren Kate - j.w. 
- "Achaja. Tom I" Andrzej Ziemiański - z biblioteki.
- "Czarny Wygon. Słoneczna Dolina" Stefan Darda - j.w.  Muszę przyznać, że książki tej pożyczać i czytać nie planowałam. Ba! Ja nawet nie wiedziałam, że dostać ją można w mojej bibliotece.  ;) Ale ciekawi mnie ta (ponoć) powieść grozy - Melon kiedyś coś o niej u siebie wspominał, więc trza jej popróbować na własnej skórze. :P
- "Taniec z aniołem" -j.w. Co prawda tytuł sugeruje (mi przynajmniej) jakieś tanie romansidło, ale opis już coś zgoła innego. Skandynawskich, klimatycznych kryminałów nigdy dość. :D
- "Klątwa tygrysa. Wyzwanie" Colleen Houck - j.w. Wspaniałomyślnie postanowiłam dać tej serii ostatnią szansę - jeśli część druga nie usatysfakcjonuje mnie, tak jak to było z częścią pierwszą mówię temu cyklowi głośne "NIE". Chociaż...jeśli tak się nad tym tak głębiej zastanowić to te książki idealnie sprawdzą się w roli totalnego odmóżdżacza, co w okresie szkolnym może być bardzo przydatne... :D


Och...nie mogę doczekać się chwili, gdy przeczytam te wszystkie piękne książeczki. <zaciera ręce z zadowoleniem> ;) Wpierw jednak muszę uporać się z "Chłopami" i wiejskimi klimatami Reymonta, co idzie mi dość topornie, więc trzymajcie za mnie kciuki! :P Czytaliście coś z tych moich stosików, a może macie dopiero w planach? 



                                                                                                                                            Nada

piątek, 16 sierpnia 2013

Pod okiem Mojry...


Trzynastoletnia sierota Alea żyje na ulicach Saratei i by przeżyć ucieka się do kradzieży jedzenia, z której zwykle wychodzi obronną reką. Do czasu... Pewnego dnia zwinięcie mięsa ze straganu rzeźnika Almara zostanie zauważone - właściciel  stosika zaczai się na dziewczynkę i na oczach rozbawionej gawiedzi wygna Aleę z miasta, grożąc jej wezwaniem straży. Żegnana wyzwiskami, szyderczym śmiechem i lawiną kamieni dziewczynka ucieknie na wrzosowiska, gdzie znajdzie zagrzebanego w piasku trupa starca. Mimo przerażenia i obrzydzenia Alea ściągnie z jego palca pierścień, z zamiarem sprzedania go komuś dla pięniędzy, za które mogłaby kupić jedzenie, nie przypuszczając, że czyn ten sprawi, iż nic nie będzie już takie jak dawniej...

Nie wiem skąd wzięło się moje przekonanie, że Loevenbruck zaserwuje nam powieść w klimacie celtyckim. Być może spowodowało to użyte w opisie Wydawcy słowo "druid". Albo kraina wykreowana przez autora, niejaka Gaelia za bardzo skojarzyła mi się z Galią. Wychodzi na to, że to po prostu moja wina, iż "Wilczyca i Córka Ziemi"  nie spodobała mi się tak jak tego chciałam - prócz wspomnianych już wcześniej druidów, którzy odgrywają co prawda w historii przedstawianej na kartach tejże powieści znaczącą rolę, bardów odwiedzających gaelickie hrabstwa i pewnej gry celtyckiej (fidchell) pozycja ta ma tyle wspólnego z kulturą Celtów co kwasek cytrynowy z cytryną. Ale pal licho ich teraz! Co najgorsze ja w ogóle klimatu tej książki, jej...ducha nie odczułam - w jej pierwszej części go po prostu nie ma! Przedzieranie się przez początkowe 100-120 stron było dla mnie czymś w rodzaju udręki: znudzenie nie chciało mnie opuścić, a irytacja zbierała swe plony, powodując, że (O Zgrozo!) chciałam bezczelnie przerwać lekturę powieści Loevenbrucka - nie podchodziło mi w niej wszystko: nazwa jakoby przerażających stworzeń (o niejakie... gorguny sie rozchodzi) zamiast napięcia i strachu wywoływała tylko chichot, Zło, z którym przyjdzie zmierzyć się bohaterom nie ruszało mnie kompletnie i co więcej wydało mi się takie...wydumane - autor niewątpliwie chciał wpuścić do swej książki powiew grozy i dramatyzmu, jednak przesadził i miast solidnej dawki niepokoju i zaangażowania w przedstawianą historię czytelnik otrzymuje tylko posmak sztuczności - magiczne istoty, które na jej kartach się pojawią tej...magii  i uroku nie posiadały, a humor, który zapewne wprowadzać miał pewien krasnolud w ogóle zabawny nie był. W skrócie mówiąc książka wypadała więcej niż słabo dopóki...dopóki z wnętrza Ziemi nie wyleźli Tuathannowie. Ci półdzicy wojownicy (rym niezamierzony) chcą odzyskać zabraną  im przez obce wojska Gaelię i rozpoczynają podbój podzielonej na pięć hrabstw krainy-wyspy - ogólnie rzecz biorąc pojawia się w książce jakiś "problem", dochodzi do walk i rozlewu krwi i od razu robi się ciekawiej. :D Dzięki temu wątkowi nawet na przygody Alei zaczęłam patrzeć przychylniejszym okiem i co więcej w jakiś tam sposób jej losami się zainteresowałam. Kilka pomysłów Loevenbrucka autentycznie mnie urzekło i zarazem sprawiło, że jego książki nie mogę zaliczyć to tych absolutnie beznadziejnych.

Dzięki Bogu w "Wilczycy i Córce Ziemi" autor zastosował narrację trzecioosobową i to chyba najlepsze co mógł zrobić. Wskutek tegoż zabiegu nie śledzimy tylko początkowo mało porywających przygód Alei, ale mamy też wgląd w życie innych, o wiele ciekawszych i barwniejszych postaci - prócz wspomnianych powyżej intrygujących mnie najbardziej Tuathannów poznamy także (między innymi) hrabiego słynnego z dość śmiałych przyjęć, a raczej powiedzmy sobie szczerze imprez, oraz pewnego młodego druida, którego czeka pierwsza, dużej wagi misja. Co ciekawe wszystkie zalety powieści Loevenbrucka, o których piszę lub dopiero wspomnę (pomijając narrację) odnalazłam w drugiej części książki. Części, w której unosi się atmosfera przemijania - czasy magii i przeróżnych bóstw, w tym także bogini przeznaczenia zdają się powoli gasnąć na rzecz chrześcijaństwa, które zakrólowało już w hrabstwie Harcourt. A może wcale tak nie jest? Czy znalezienie przez Aleę zmarłego druida i przejęcie jego pierścienia nie jest częścią planu Mojry? To przypadek? Przeznaczenie? Nie wiadomo. Część druga tejże książki to także o wiele ciekawsza akcja - w niej doszukałam się również uroku i magii. Pomimo tego rozczarowanie pierwszym tomem trylogii Loevenbrucka nie znika - oczekiwałam czegoś lepszego. Co więcej mam z nim prawdziwą zagwozdkę - nie wiem jak go ocenić. ;) A niech takie +3/6 już będzie.

środa, 7 sierpnia 2013

Nada się bawi, czyli...

Od czasu "55" Nada się w nic nie bawiła, ale teraz to nadrobi - nawet podwójnie, bowiem pewne blogerki zaprosiły ją do dwóch różnych zabaw. :)  Zacznijmy od  The Versatile Blogger Award, do którego nominowała mnie Shetani, za co jej ślicznie dziękuję - jest mi bardzo miło. :*


Najpierw zasady Moi Państwo, zasady:
1. Podziękuj nominującemu Cię blogerowi.
2. Pokaż logo zabawy u siebie na blogu.
3. Ujawnij siedem faktów o sobie.
4. Nominuj piętnastu innych blogerów.
5. Poinformuj ich o nominacji.

1.  Nie wyobrażam sobie życia bez książek i...muzyki. :) Niektóre utwory są dla mnie szczególnie ważne - na zawsze pozostawiły w mej duszy, umyśle i sercu ślady, blizny. Co może wydać się dziwne, bardzo silnie tę muzykę odczuwam - to przy niej najczęściej się wzruszam ( wzruszenie + Nada = rzadkość). Najlepiej odnajduję się w mocniejszych, rockowych, bądź metalowych brzmieniach, ale nie przeszkadza mi to w słuchaniu także innych, często kompletnie odmiennych gatunków - bardzo lubię muzykę intrumentalną, której nieznanym masom mistrzem (oczywiście moim zdaniem) jest Adrian von Ziegler - skomponowane przez niego pulsujące energią utwory celtyckie, bądź bijące smutkiem gotyckie melodie to balsam dla mojej duszyczki -  i nie gardzę też indie rock - w takim Imagine Dragons przykładowo, zasłuchuję się namiętnie. :p
2. Jestem nałogowym słodyczożercą - każdego dnia muszę, po prostu muszę zjeść coś pysznie słodkiego - taką czekoladę, bądź domowe ciasteczko na przykład... xD
3. Nick, którym posługuję się w internetowym światku to tak naprawdę moje imię tyle, że...w języku arabskim - Nada, czyli Magdalena. :)
4. Jestem dumną posiadaczką pewnego kundla, o pełnym wdzięku imieniu Cygan.  ;) To największy pieszczoch świata - mówię Wam powinien znaleźć się w Rekordach Guinessa, jako pies, który nie wytrzyma minuty bez głaskania, jeśli jest w towarzystwie jakichś ludzi - nawet obcych. O_o ;)
5. Jestem Dzieckiem Gór - od urodzenia mieszkam sobie w pobliżu pewnych pięknych,  masowo odwiedzanych przez turystów gór. :)
6. W mojej osobie jest pełno sprzeczności - jestem typem samotnego wilka, który często zamiast spotkać się z ludźmi zamyka się w pokoju z książką w ręku, ale też bez tych ludzi nie umie żyć (czytaj bliskich i przyjaciół).
7.  Nie potrafię powiedzieć od  kiedy czytam - mimo, że wytężam mój mózg, a raczej móżdżek.  Moja przygoda z książkami zaczęła się tak dawno, że nawet nie pamiętam kiedy. xD Co ciekawe uzależniłam się od słowa pisanego przez tatę, który sam rzadko czyta książki (ostatnią w całości przez niego przeczytaną była "Grażyna" Mickiewicza - jeszcze w czasach szkolnych). xD  Sam, więc nie sięga po literaturę, ale mówił mi, że zawsze chciał by jego dziecko czytało, no i stało się. ;)  Tylko pewnie teraz tego żałuje,  gdy pomyśli ile na te moje książki wydaję kasy... :D

Moje nominacje:
http://nightmareandbookss.blogspot.com/
http://wpapierowymswiecie.blogspot.com/
http://wszyscy-czytamy.blogspot.com/
http://dzieciemroku94.blogspot.com/
http://krotkie-recenzje.blogspot.com/
http://miedzystronami-agrey.blogspot.com/
http://mejus250.blogspot.com/
http://mybooksbytirindeth.blogspot.com/
http://in-relationship-with-books.blogspot.com/
http://czytadlatetiisheri.blogspot.com/
http://mojeksiazkoweniebo.blogspot.com/
http://suizei.blogspot.com/
http://ksiazkowyswiatpatrycji.blogspot.com/
http://zanim-zajdzie-slonce.blogspot.com/
http://ksiazka-na-kazdy-dzien.blogspot.com/


Mam nadzieję, że dotarliście do końca tych moich wynurzeń, bo teraz przyszedł czas na inne. ;)  Pauline Veronique z bloga Behind Cover zaprosiła mnie do nowej zabawy o wdzięcznym tytule "NIEnawidzę", polegającej na wymienieniu ośmiu rzeczy, których się nie cierpi. Hmm...Niech się zastanowię...

1, Nienawidzę pająków - co ja mówię ja się ich po prostu boję i gdy gdzieś widzę choćby małego przedstawiciela pajęczej rodzinki to uciekam, gdzie pieprz i inne ziela sobie rosną, albo czaję się na niego uzbrojona w kapcia, gotowa by z zimną krwia go zabić (wychodzi ze mnie brutal - nieładnie). ;)
2. Nienawidzę upałów - zdecydowanie jestem stworzeniem zimnolubnym (mogłabym mieszkać sobie w takiej Norwegii na przykład... *.*) i temperatur powyżej trzydziestu stopnie nie mogę po prostu znieść - zaszywam się wtedy w domu, albo przesiaduję w cieniu.
3. Nienawidzę cebuli - ten smak i zapach...bleee...
4. Nienawidzę ludzi fałszywych - osoba, która dla swojej korzyści potrafi być dla kogoś niesamowicie miła, koleżeńska, ale gdy nie jest już jej on/ona po prostu potrzebny/a obsmarowuje go/ją za jego/jej plecami nigdy, przenigdy nie znajdzie we mnie przyjaciółki.
5. Nienawidzę ludzi zakłamanych i nieszczerych - zniosę choćby bolesną prawdę, ale kłamstwa w żywe oczy nie.
6. Nienawidzę zniszczonych, poplamionych, pogiętych książek z biblioteki, albo sytuacji, kiedy ktoś oddaje mi moją książkę w takowym stanie - książce też przecież szacunek się należy!
7.  Nienawidzę osób, które uważają się za lepsze od innych - niestety nawet w mojej klasie znajdzie się kilka dziewczyn, które patrzą na wielu z źle skrywaną w oczach i nieuzasadnionią litością i wyższością. Śmieszy mnie to, że nie dostrzegają tego, iż to one są tymi gorszymi - pustymi, niegrzeszącymi inteligencją lalami, dla których najważniejszy jest makijaż, idealnie leżąca bluzka i dopasowany do niej lakier do paznokci. Nigdy nie zapomnę pewnej sytuacji z zeszytem, paznokciem i taką właśnie osobą w roli głównej:
- Magda...
- No?
- Pożyczysz mi zeszyt do geografii? - pyta N.
- Pewnie - odpowiadam, wyjmując z plecaka zeszyt w fioletowym kolorze.
- Super! Patrz pasuje mi do paznokci - mówi  uradowana, niemal skacząca z radości N, przykładając swój paluch z wymalowanym na fioletowo paznkociem do mojego zeszytu od geografii...
8. Nienawidzę poniedziałków - świadomość tego, że kolejny tydzień życia, wakacji minął bezpowrotnie bądź, tego, iż pięć kolejnych, bezbarwnych dni w szkole właśnie się rozpoczyna mnie dobija. ;)

To by było na tyle, jeśli chodzi o znienawidzone przeze mnie rzeczy. :) Ja do zabawy zapraszam:
http://dzieciemroku94.blogspot.com/
http://miedzystronami-agrey.blogspot.com/
http://nightmareandbookss.blogspot.com/
http://mojeksiazkoweniebo.blogspot.com/
http://zanim-zajdzie-slonce.blogspot.com/
http://wpapierowymswiecie.blogspot.com/
http://sheti-shetani.blogspot.com/
http://sol-shadowhunter.blogspot.com/

Mam nadzieję, ze wytypowane przeze mnie osoby do The Versatile Blogger Award i NIEnawidzę tak jak i ja się w nie ochoczo zabawią. :)



                                                                                                                          Nada