sobota, 20 kwietnia 2013

Rzecz o duszach bez ciała....



Bliżej nieokreślona przyszłość. Ziemia zostaje opanowana przez niewidzialnych przybyszów z kosmosu - dusze, przejmujące ludzkie ciała i umysły. Obcy wiodą w  żywicielach normalne, człowiecze życie, dlatego ich obecność nie jest początkowo zauważona. A potem jest już za późno...
Melanie- jedna z niewielu ocalałych wpada w ręce wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona Wagabunda - dusza, która istniała już w dziewięciu wcieleniach, żyła na dziewięciu różnych planetach. Intruz przeszukuje myśli swojej żywicielki w poszukiwaniu informacji o garstce rebeliantów, by następnie dostarczyć je Łowczyni. Melanie stawia jednak silny opór- w pamięci zaciera, blokuje potężnym murem wszelkie ślady, prowadzące do wolnych ludzi, a Wagabunda nie może się przez niego przedrzeć. Żywicielka podsuwa natomiast duszy wspomnienia o ukochanym mężczyźnie Jaredzie i  drogim nad życie młodszym bracie, tak uparcie, iż obca zaczyna czuć do nich to samo....

Stephenie Meyer. Któż nie zna tego nazwiska? Chyba niewielu, gdyż saga "Zmierzch" jej autorstwa nabrała wielgachnego, ogromniastego, monstrualnego rozgłosu. Czytana była na całym świecie przez niezliczone ilości kobiet, zarówno te młodsze jak i starsze, rozchwytywana w księgarniach. Zachwycano się tą pozycją, zachwalano ją niebywale. Bądź odwrotnie - obrzucano błotem, wyśmiewano, parodiowano. Taaak- myślę, że niemal każdemu ta pozycja przynajmniej obiła się o uszy. :)  Także ja eksperymentowałam z tą serią -  popróbowałam dwóch tomów i... nie doczytałam sagi do końca. Nie dostrzegłam w niej po prostu niczego niesamowitego, godnego takich zachwytów - wyłącznie lekkie, niezobowiązujące czytadło, które szybko zatrze się w otchłani pamięci.  Podświadomie o "Intruzie" myślałam tak samo. I długo wstrzymywałam się, wbraniałam przed  jego lekturą. W końcu jednak (jak głosi ludowe przysłowie prowadząca do piekła) ciekawość zwyciężyła - podczas wizyty w bibliotece wzięłam do łapek powieść Meyer i przyniosłam ją ze sobą do domu...

Tak naprawdę nie jest to opowieść o istotach z innych planet. Ani o przyszłości naszego świata.  A przynajmniej nie do końca. Te tematy to szkielet tętniącej życiem historii o potężnej miłości i różnych jej odcieniach. O miłości braterskiej, czysto platonicznej i tej obezwładniającej, buchającej płomieniami namiętności. Z książki Meyer wylewają się się silne emocje bohaterów - postaci, które kochają i nienawidzą i w jakimś stopniu udzielają się także czytelnikowi. Autorka podejmuje w swej powieści także inną, ważną kwestię, mówi o istocie człowieczeństwa. Skłania czytelnika do refleksji, ukazując ledwo mieszczącą się w granicach zrozumienia sytuację:  Wagabunda, dusza przybyła z niezbadanego kosmosu okazuje się bardziej ludzka niż niejeden człowiek...

Sylwetki bohaterów nakreślone są całkiem sprawnie i realistycznie, bynajmniej nie po łebkach. Autorka tworzy plejadę ciekawych i barwnych postaci, daje dojść do głosu wszystkim- także bohaterom drugoplanowym. Najbardziej wnikliwie opisana została jednakże Wagabunda, dziwaczny przypadek wśród dusz. Wanda już od samego początku nie przypomina swoich pobratymców, z czasem zaczyna dostrzegać w nich wady, współpracować ze swoją żywicielką i kochać uważany dotychczas za zły i okrutny gatunek ludzki - między nią a Melanie tworzy się nawet coś na kształt przyjaźni. Znajdują się w niej tak wielkie pokłady dobra, bezinteresowności, oddania, takiej "czystości", że aż to niemożliwe. Jest zbyt idealna co ujmuje jej realizmu. Bardziej żywa, prawdziwa wydała mi się pozbawiona własnego ciała Melanie, będąca tylko niesłyszanym przez nikogo prócz Wandy głosem, cieniem, ale odczuwającym złość, zazdrość, gniew, nienawiść -uczucia  towarzyszące każdemu człowiekowi w wielu momentach życia .

"Intruz" niej jest na pewno powieścią science- fiction, znajdują się w nim co prawda jej elementy, ale zostały one zdominowane przez wątek miłosny, romansowy. Wątek, któremu nie zabraknie ckliwości i dającej gorzki posmak słodkości, ale i całkowicie płytkim nazwać go nie można. Wyobraźnię Meyer ma wielką- świadczą o tym przedstawiane mieszkańcom jaskiń opowieści Wagabundy o światach na których żyła, fascynujące nie tylko jej słuchaczy, ale i samego czytelnika.  Ja chętnie dowiedziałabym się więcej o Planecie Mgieł, Ognia, bądź Śpiewu. W przypadku "Intruza" nie możemy mówić także o szybko mknącej akcji - płynie ona nieśpiesznie, wolno co ma swoje plusy, ale... ale ciężko mi było się w nią wciągnąć - nie wessała mnie ona, nie pochłoneła całkowicie. Czytało mi się co prawda  powieść Meyer dobrze, szybko - autorka ma lekkie, całkiem przyjemne pióro, jednak gdy przerwałam lekturę (książka ma dokładnie 556 stron dużego formatu, więc ciężko byłoby ją przeczytać za jednym zamachem) nie czułam potrzeby błyskawicznego do niej powrotu, nie umierałam z ciekawości, zadając sobie gorączkowe pytanie:  "Co będzie dalej?!", zwlekałam z jej kontynuowaniem. I to też uważam za minus.
Jednak mimo wymienionych powyżej wad nie żałuję tego, że po tę powieść sięgnełam. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest całkiem dobra. Zapewne nie przypadnie do gustu wymagającym czytelnikom, wielbicielom gatunku science- fiction, ale romantycznym duszom powinna się spodobać.  Ode mnie "Intruz" dostaje  +4/ 6.





22 komentarze:

  1. Ja niestety nie miałam okazji przeczytać "Intruza", ale widziałam film i nabrałam po nim przemożnej chęci sięgnięcia po papierową wersję *_*
    Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film mam w dalszych planach - już po zwiastunie widzę, że fabuła będzie strasznie pozmieniana. A Ciebie zachęcam do sięgnięcia po książkę - jeśli jej ekranizacja Ci się podobała to papierowa wersja także powinna przypaść Ci do gustu. :)

      Usuń
  2. Niedawno książka trafiła w moje rączki i z chęcią się z nią zapoznam. Zwłaszcza, że jestem ciekawa filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widziałam "Intruza" w Twoim stosiku. To zabieraj się za niego, zabieraj - jestem ciekawa Twoich wrażeń po lekturze. :)

      Usuń
  3. Czy to dobrze, czy to źle, ale chyba nigdy nie zabiorę się za żadną książkę autorstwa Pani Stephenie. Po prostu nienawidzę jej za to, że zniszczyła moje wampiry :D.

    Miłego wieczoru!
    Melon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się wcale - ja wampirzej serii Meyer ( a przynajmniej jej dwóch pierwszych tomów - po kolejne nie mam zamiaru sięgać ) też nie darzę miłością i ciężko mi było zabrać się po jej "Intruza". Ale zacisnęłam zęby, wzięłam się do lektury i...przeżyłam - nie było tak źle. :P

      Usuń
  4. Muszę przeczytać tę powieść, gdyż słyszałam, że jest dużo lepsza niż jej pozostałe dzieła. Poza tym chciałabym oglądnąć film dopiero po przeczytaniu książki. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Intuz" nie jest może idealny, ale "Zmierzch" mu do pięt nie dorasta. Oczywiście takie jest moje skromne zdanie. xD Ja właśnie też chciałam najpierw przeczytać książkę a dopiero później spróbować z filmem - to taka moja mała zasada. :)

      Usuń
  5. ten nietypowy format zadziwił mnie kiedy ostatni raz patrzyłam na tę książkę - która, nawiasem mówiąc, powinna być już u mnie w następnym tygodniu. nie mogę się doczekać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - ta książka jest naprawdę duża. :)
      Będę wyczekiwać Twojej relacji z lektury na Twoim blogu - mam nadzieję, że "Intruz" Ci się spodoba. :)

      Usuń
  6. Niezmiernie miło jest mi orzec, iż serdecznie zapraszam Cię do zabawy blogowej o intrygującym tytule "55", w którą niedawno miałem szansę się bawić.

    Więcej informacji po tym linkiem...
    http://mejus250.blogspot.com/2013/04/55.html

    Pozdrawiam!
    Melon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie mi miło. :) Serdecznie dziękuję za zaproszenie - chętnie pobawię się w "55". :)

      Usuń
  7. Czytałam ją już dawno temu, ale wciąż mile ją wspominam. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest najważniejsze - żeby mieć dobre wspomnienia po lekturze jakiejś książki. :)

      Usuń
  8. Byłam w kinie na filmie i jestem oczarowana! Nie spodziewałam się tak przyjemnego seansu. Książka już na półce, żałuę tylko, że nie udało mi się ją przeczytać przed obejrzeniem filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze słyszenia wiem, że film bardzo różni się od książki, więc jeśli tak faktycznie jest ( muszę kiedyś sama sprawdzić) to sięgając po "Intruza" będziesz poznawała coś ( prawie) nowego. :P

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że książka okaże się warta swojego rozgłosu. :) Z doświadczenia wiem, że ekranizacje nigdy nie dorównują pierwowzorom. :)

      Usuń
  9. Od kilku lat przymierzam się do przeczytania "Intruza", ale jeszcze nigdy nie sięgnęłam po niego... Ostatnio na blogach pojawia się ogrom recenzji tej powieści, które sprawiają, że nabieram coraz większej ochoty na pójście do biblioteki i wypożyczenie jej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie ostatnio wyrosło nam tych recenzji "Intruza" w blogosferze, zainteresowanie nim się wzmogło z powodu promocji jego ekranizacji. :) Jeśli masz możliwość np. pożyczenia "Intruza" z biblioteki, a on Cię ciekawi to zaryzykuj - a nuż Ci się spodoba? :)

      Usuń
  10. Książkę zaczęłam ale jakoś nie było mi dane dokończyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niby zamierzam ją przeczytać, ale też nie odczuwam, że muszę koniecznie to zrobić. Coś czuję, że mnie właśnie też by nie wciągnęła i trochę się boję, że będę się męczyć tym romansem przez te 550 stron. No ale kiedyś spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyznam szczerze, że uwielbiam książki Meyer, a Intruz jest po prostu CUDOWNY <3

    OdpowiedzUsuń