sobota, 8 sierpnia 2015

"Taki jest porządek rzeczy"


PREMIERA 17 SIERPNIA!

"W życiu nic nie dzieje się tak jak to sobie wyobrażaliśmy, ale ważne, że w ogóle się dzieje."

Desire to olbrzymia korporacja oferująca swym klientom szereg różnorakich usług w sieci. Wirtualne sklepy z żywnością, kosmetykami, filmami, grami komputerowymi, oraz zabawkami dla dzieci, czy też internetowe platformy, gdzie można posłuchać muzyki, zarezerwować podróż w dowolny zakątek świata, znaleźć przepis kulinarny, którym zadziwi się gości, zagrać w wojenną symulację, samemu wybierając lokalizację z dostępnego Bliskiego Wschodu, Czarnej Afryki, Bałkanów i wielu innych miejsc, a nawet kupić organ do przeszczepu, to tylko część jej bogatego asortymentu. I w tym właśnie miejscu, tuż po maturze zatrudnienie znalazła Sabrina. Dziewiętnastolatka jest odpowiedzialna za pisanie cotygodniowych bajek w odcinkach na stronie Fairy Corner przeznaczonej dla najmłodszych użytkowników sieci. Ta praca ją zadowala i satysfakcjonuje- jest dumna z posady w Desire, a bycie częścią personelu tak gigantycznej i świetnie prosperującej firmy, która efektywnie zaspokaja pragnienia swych klientów, uważa za wielki zaszczyt. Jednak spotkanie tajemniczego i niepasującego do świata M. oraz pewne zdarzenie w murach siedziby Desire z czasem zmieniają jej sposób widzenia korporacji- Sabrina zaczyna dostrzegać rysę na z pozoru idealnym wizerunku firmy i poznaje jej prawdziwe oblicze. Desire, owszem, zapewnia ludziom rozrywkę, ale wyrządza im też wiele niedostrzegalnego gołym okiem zła...

"-Jeśli chodzi o mnie, to naprawdę nie ma o czym mówić. Moje życie jest nudne i bez znaczenia.  - Bzdury, żadne życie nie jest bez znaczenia- odparła Sabrina.- A może każde takie jest?- zapytał M., odwracając się do niej- Zastanawiasz się nad tym czasem?- Że życie jest bez znaczenia?- Że należałoby coś zrobić, żeby nadać mu znaczenie."

Czytając "Porządek rzeczy" miałam wrażenie, jakbym oglądała któryś ze swoich zdrowo pokręconych snów- wszystko było takie odrealnione, wyolbrzymione i przejaskrawione. Paola Caprioli stosuje, bowiem w swej powieści groteskę i absurd, czyniąc z niej pozycję naprawdę dziwną i specyficzną. Wydaje mi się, że książki tej włoskiej pisarki nie można odczytywać dosłownie, bo wówczas odebralibyśmy ją jako historię pozbawioną klarownej i określonej fabuły, która nie rozpoczyna się ani nie kończy w żadnym sensownym momencie. "Porządek rzeczy" postrzegany byłby przez nas, jako, ot, taka sobie opowieść bez większego ładu i składu. Tymczasem pozycja ta odbierana jako gigantyczna metafora rzeczywistości, w której żyjemy nabiera sensu i znaczenia. Jest ona tak naprawdę skargą autorki na współczesny, konsumpcyjny świat- świat, w jakim ludźmi rządzą mass media i gigantyczne korporacje, próbujące na każdym kroku coś nam narzucić oraz ich własne pragnienia i wygórowane potrzeby, rozbudzane przez zalewające nas z każdej strony kolorowe reklamy. Przyszło nam żyć w czasach, w których do egzystencji niezbędne i absolutnie konieczne wydają się przedmioty, bez jakich naprawdę moglibyśmy się obyć- nie miały ich w końcu pokolenia przed nami i jakoś sobie radziły. Ale, my ludzie XXI wieku, ustawicznie atakowani przez hasła i spoty reklamowe, czy to w telewizji, czy w Internecie, na ulicy, a nawet w kinie nie potrafimy im się oprzeć, stając się ich niewolnikami. Bo, jak próbuje przekazać nam włoska autorka, te olbrzymie koncerny i sieci sklepów wcale nie zaspokajają naszych pragnień i potrzeb- one je kontrolują.

"Śmierć nie robi na mnie wrażenia. Nie wydaje mi się absurdalna. -Zazdroszczę ci. Max się uśmiechnął. -Nie powinnaś, ja uważam życie za absurd."

Paola Capriolo pisze o świecie, w którym wszystko jest na sprzedaż, o rzeczywistości, gdzie ze Świąt Bożego Narodzenia zrobiono zwykły cyrk, w jakim ludzie, skupiając się na przygotowaniu najlepiej ubranej choinki bądź najwykwintniejszego przyjęcia świątecznego w miasteczku, zapomnieli o tym co najważniejsze- obdarowaniu bliskich swoją obecnością, wsparciem, miłością i wiarą- z ludzkiej tragedii rozrywkę oraz widowisko, a ze zbrodniarza celebrytę. I najbardziej przerażający w tym wszystkim jest fakt, że kwestie poruszane przez autorkę nie są tylko i wyłącznie fikcją- są czymś realnym, jeśli uważnie się przyjrzeć. Tym właśnie przerażającym światem, na wskroś przesiąknięta jest Sabrina- ona nie widzi tego, że Desire pierze ludziom mózgi. Ba! Dziewczyna zamyka nawet oczy na to, że sama tak czyni, w pisanych przez siebie bajkach dla najmłodszych przemycając niezliczone ilości reklam i linków do różnorakich produktów. Jedynym głosem rozsądku w powieści, prócz sędziwego i zmęczonego życiem oraz jak się okazuje zbędnego dla Desire maestro, jest M., który z dnia na dzień pojawia się w życiu bohaterki. Sądy wygłaszane przez tego chłopaka dają do myślenia- nie tylko Sabrinie, ale też samemu czytelnikowi. Jednocześnie postać M. jest ilustracją bardzo smutnego stanu rzeczy- pokazuje, że jednostki, które myślą i mówią inaczej, które nie chcą być takie same jak wszyscy, nie mogą się w tym konsumpcyjnym świecie odnaleźć. Nikt nie rozumie ich bezsilnego krzyku pośród nocy i nikt na niego nie odpowiada.

"Świat to dżungla, nawet dzieci o tym wiedzą. A w dżungli trzeba walczyć o przetrwanie."

"Porządek rzeczy" to powieść z bardzo ważnym przesłaniem, ale niestety ze słabym wykonaniem. Mimo niewielkiej objętości jest ciężka w odbiorze- i to bynajmniej nie z powodu skomplikowanego słownictwa. Capriolo używa powszednich, niespecjalnie wyszukanych zwrotów, operuje prostymi, z reguły pojedynczymi zdaniami, przez co książkę czyta się szybko, ale jednocześnie dość topornie. Bo momentami sprawiają one wrażenie takich wypychaczy, dodanych przypadkowo i nieprzemyślanie. Dialogi i narracja są siermiężne i nieskładne- chwilami nie trzymają się przysłowiowej kupy lub brzmią bardzo sztucznie- zaś kreacja bohaterów należy do niezwykle osobliwych, bo ciężko o postaciach powiedzieć coś więcej. Autorka postawiła na anonimowość- jej protagoniści nie mają nazwisk i zamieszkują nieznane bliżej miasto. I o ile jeszcze ten zabieg pisarki potrafię zrozumieć i potraktować jako celowy, gdyż w ten sposób chciała ona zaznaczyć, że historia przez nią snuta może dotyczyć dowolnego miejsca na ziemi i jakichkolwiek ludzi, a tym samym każdego z nas, o tyle pozbawienie postaci charakterów i cech wyróżniających je spośród innych fikcyjnych person do mnie nie przemawia. Nie odpowiadały mi też relacje między protagonistami- były wymuszone, nienaturalne, takie mechaniczne, a przez to i sztuczne. Dlatego mam z "Porządkiem rzeczy" nie lada zagwozdkę i sama nie wiem co o nim myśleć. Szczerze doceniam przesłanie książki- naprawdę dało mi ono wiele do myślenia i zastanowienia- ale jednocześnie, pod względem literackim powieść Capriolo wypada średnio. W kwestii przeczytania, niesłychanie trudno mówić o niej warto/ nie warto, dlatego też tę niełatwą decyzję pozostawię chyba Wam. 3/6

"Obserwując rzędy okien naprzeciwko, które Maxowi wydały się tak przygnębiające, Sabrina zauważyła , że wcale nie były identyczne. W jednym ktoś hodował przepiękne pelargonie, w innym kolorowe zasłonki tańczyły na wietrze, przełamując przyjemną nutą monotonię szarej elewacji. Kilka pięter niżej, na trzecim, w plamie słońca leniwie wylegiwał się kocur. Małe rzeczy, malutkie, cenne bunty przeciw porządkowi rzeczy..." 


Poznanie znaczenia słów PORZĄDEK RZECZY umożliwiło mi Wydawnictwo Dreams- serdecznie dziękuję! 

9 komentarzy:

  1. ''Porządek rzeczy'' przeczytałam i to zdecydowanie lektura nie dla mnie. Autorka nie popisała się i wypadła w moich oczach bardzo blado.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie troszkę Caprioli rozczarowała- zwłaszcza taką pobieżną kreacją bohaterów. Sama fabuła książki, tak jak pisałam wydaje się być taka bez ładu i składu- ale, ja ją też trochę odebrałam jako taką metaforę dzisiejszego świata. I tak na "Prządek rzeczy" patrząc ta książka ma jakąś wartość. Choć jej wykonanie wypada średnio, oj bardzo średnio.

      Usuń
  2. Najpierw odpowiedź, spod któregoś z Twoich postów. ;) Przerwałam pisanie bez powodu, po prostu raz miałam tak, że pisałam nawet na lekcjach, coś wciąż siedziało w mojej głowie, a potem przerwałam i jakoś już tak olałam sprawę. ;) Może kiedyś wrócę do mojej "książki" znowu i wtedy coś z tego wyjdzie, na razie jednak nie planuję się zmuszać. ;)

    Mnie czworokąt miłosny nie denerwował, bo on tak naprawdę nie istniał. Zauważ, że Darkling nie miał szans u Aliny, to było widać już po skończeniu pierwszego tomu. Do tego on jedynie szukał kogoś, kto by go rozumiał, a w Alinie dostrzegł równie wielkie pokłady mocy, może też towarzysza na długie lata, które razem mogliby przeżyć.
    Mikołaja zaś zapewnie przyciąga do niej to, że go odpycha, to typ człowieka, który lubi zdobywać to, co sobie zamarzy. Gdyby dziewczyna wpadła w jego ramiona od razu to by się nią znudził. Ważne są też dla niego korzyści, jakie mógłby wyciągnąć ze związku z Wybawicielką. Mimo to o jego flircie czyta się bardzo przyjemnie i zabawnie. ;)
    Co do Mala to mi również pasuję do Aliny mimo tego, że uważam go za nudnego. Musisz przyznać, że przy wyżej wymienionych wypada blado. Jednak od początku w głębi duszy czułam, że autorka połączy ich, że będą razem mimo wszelkich przeciwności.
    Jednak była nadzieja, że autorka mnie zaskoczy. W głębi serca wciąż ją mam, bo w sumie nie jestem pewna nie czytając ostatniego tomu. ;)

    Co do tej pozycji. Przesłanie w powieściach zawsze cenię, wyczuwałam już je w opisie, ale zwykle z książkami wydawnictwa mam tak, że chcę je poznac, bo wydają się inne od tych dostępnych na rynku, jednak potem tracą w moich oczach i wolałabym po nie w ogóle nie sięgać. Może kiedyś, lubię groteskowe klimaty. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, nie wiem czemu, ale szalenie nie lubię tworów włoskich pisarzy. Tyle razy się już na nich zawiodłam, że chyba nawet polskim pisarzom, mimo mojej awersji, ufam bardziej niż tym włoskim.
    Do wyżej zrecenzowanej książki, byłam nastawiona sceptycznie od początku, a teraz kiedy jeszcze dowiaduję się, że autorka jest włoszką - o, nie ma opcji, żebym zaryzykowała. Nawet jeśli jest tam ta brutalna prawda i jakieś-tam-przesłanie. Nie mam ochoty się torturować, także podziękuję. ;)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, więc nie namawiam. Ja akurat mam do włoskich pisarzy stosunek obojętny, z wieloma nie miałam do czynienia, więc ciężko mi powiedzieć, czy jest coś w ich prozie charakterystycznego, czy nie. Bliżej, że tak powiem znam jedynie pana Baccalario, do którego serii "Ulysses Moore" mam duży sentyment z dzieciństwa i panią Troisi. I akurat w obu tych przypadkach byłam zadowolona z lektury powieści. A jakie książki tak zraziły Cię do pisarzy pochodzenia włoskiego?

      Usuń
  4. Podoba mi się okładka, jest taka jakaś subtelna i niemal bajkowa. Ale sama książka chyba nie jest dla mnie, tematyka mnie nie zachęca, a skoro jeszcze piszesz, że średnia...
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja recenzja jest pierwszą jaką czytam dotyczącą tej książki. Taka piękna okładka, świetna zapowiedź i taki zawód. Nie spodziewałam sie że wnętrze mże być aż tak... słabe. Wiem jak to jest gdy ksiązka otrzymana od wydawnictwa nie zachwyca. Czuje się wtedy taki niesmak, szuka się tych pozytywnych stron a i tak jest trudno.
    Cóż, nie sięgnę. Nie dla mnie ten klimat ;)

    RecenzjeAmi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka rzeczywiście jest prześliczna. ^^

      Usuń
  6. Kurczę no, cytaty są cudowne i naprawdę do mnie trafiają, ale skoro wykonanie było słabe... Przecież nie sama fabuła się liczy! I choćby nie wiem jak cudowna była, jeśli język jest nie taki, to za nic nie da się tego czytać. Teraz to i ja mam zagwozdkę! xD Nie mam pojęcia, czy w takim wypadku sięgać po tę książkę. Może jeśli znajdę ją na jakiejś promocji to się skuszę na ten dziwny klimacik..? ;)

    OdpowiedzUsuń