Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dystopia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dystopia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2015

"Czas, żeby zrobiło się naprawdę ciężko."


Pełen zagrożeń i okropieństw Labirynt, gdzie przez tajemniczy DRESZCZ wysłani zostali chłopcy w różnym wieku nie stanowił końca, jakiego pragnęli Streferzy- to dopiero początek Prób, które muszą przejść. A teraz nadszedł czas na ich Fazę Drugą- jeszcze trudniejszą, jeszcze bardziej niebezpieczną. Dwa tygodnie i ani dnia, czy sekundy dłużej, by pieszo przebyć 160 kilometrów najeżonych różnorakimi pułapkami oraz potwornościami w arcytrudnych atmosferycznych warunkach i dotrzeć do bliżej niesprecyzowanej bezpiecznej przystani. 1...2...3...czas zacząć Próby Ognia!

"Fałszywa nadzieja- odparła- Cóż, przypuszczam, że to lepsze niż brak nadziei."
James Dasher przygotował dla czytelników kolejną niezapomnianą przygodę- i tym razem zabiera nas w zupełnie nam wcześniej nieznane, a przez to i niebywale fascynujące miejsce. W pierwszej części trylogii jego pióra był to Labirynt bez wyjścia, z przesuwającymi się ścianami i ścieżkami, w których czaili się przerażający Bóldożercy, w "Próbach Ognia" natomiast, wraz ze Streferami wychodzimy w końcu na świat zewnętrzny, który daleki jest jednakże od znanej nam rzeczywistości. Odtąd przyjdzie nam uczestniczyć w krajobrazie zniszczenia i oczyma wyobraźni oglądać katastroficzną wizję naszej planety. Wraz z bohaterami znajdziemy się w świecie na krawędzi zagłady, ogarniętym tajemniczą Pożogą. W poznawaniu tej zupełnie nowej rzeczywistości jesteśmy na tej samej pozycji co Streferzy- tak jak i oni nie wiemy czego można się w niej spodziewać. To jedna wielka enigma- i dla nich i dla nas. Przerażająca, ale i fascynująca zarazem, dlatego chcielibyśmy dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Ale na pewno nie pragnęlibyśmy w niej żyć- tego jestem stuprocentowo pewna. Obrazy świata z wyobraźni Dashnera ogląda się z prawdziwym niepokojem i ciężko o nich zapomnieć- bo tyle w nim zniszczenia i szaleństwa.

"Jeśli mogę wam coś dzisiaj doradzić, to żebyście nigdy, przenigdy nie wierzyli własnym oczom".
Jeśli miałabym określić książkę Dashnera jakimś znakiem graficznym albo symbolem byłby to gigantyczny znak zapytania, bo dokładnie to pozostawia po sobie lektura "Prób Ognia". W trakcie czytania powieści, jak i po przewróceniu jej ostatniej strony po głowie boleśnie tłuką się dziesiątki pytań, na które nie prędko otrzymamy odpowiedzi- Dashner wodzi nas za nos niczym DRESZCZ Streferów, wprowadza zamęt, miesza w umysłach, zasiewa wątpliwości i sprawia, że już sami nie wiemy co jest prawdą a co nie. I też z powodu tych pytań, na które odpowiada jedynie echo, tak wysoko stawiamy poprzeczkę każdej kolejnej części trylogii "Więzień Labiryntu"- tak było po niezwykle emocjonującej i szokującej lekturze tomu pierwszego, którego finał pozostawił mnie w zdumieniu i głodzie na więcej, zarówno przy pierwszym jak i powtórnym spotkaniu oraz po przeczytaniu drugiego tomu. Tyle, że w przypadku "Prób Ognia" pan Dashner potknął się przy przeskakiwaniu progu moich oczekiwań. O ile pod względem tworzenia niepowtarzalnego klimatu i nieprzewidywalności mnie nie zawiódł, to rozwój akcji i wydarzeń nie do końca mnie usatysfakcjonował- zabrakło mi w nim jakiegoś celu i sensu, a do głowy przyszła mi myśl, że autor sam pogubił się w swojej historii tak jak jego bohaterowie i czytelnicy. Mam nadzieję jednak, że "Lek na śmierć" rozwieje te moje zarzuty i wbije mnie w fotel podobnie jak to uczynił "Więzień Labiryntu". 4/6






niedziela, 19 stycznia 2014

W sieci sekretów...



Po ucieczce z kwatery Komitetu Odnowy i rąk psychopatycznego Warnera Julia wraz z rannym Adamem i jego młodszym braciszkiem Jamesem trafia do Punktu Omega- azylu dla ludzi o wyjątkowych zdolnościach kierowanego przez Castle'a. Spokój, jaki tych dwoje zakochanych w sobie młodych ludzi tam znajduje nie trwa jednak długo- Adam zataja przed Julią wyniki testów, którym jest poddawany, gdyż mogą one stanowić przeszkodę dla ich związku. Dziewczyna także skrzętnie skrywa przed ukochanym pewien sekret, incydent, który usilnie stara się wymazać z pamięci. Czy miłość tych dwojga przetrwa, gdy nawzajem poznają swoje tajemnice?

"-Wiesz- mówi- Już wtedy, kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem...było w tobie coś, co wydawało mi się niezwykłe. Coś w twoich oczach. To było takie kruche. Jakbyś jeszcze się nie nauczyła ukrywać przed światem swojego serca."

Pani Mafi po raz kolejny uwodzi i zachwyca swym magicznie poetyckim i lekkim, jak śnieżny puch piórem. Jej sposób pisania, snucia historii to coś niesamowitego- ileż w tym emocji, ileż uczuć, które utożsamiane z Julią udzielają się i samemu czytelnikowi! Dzięki niemu i kreacja głównej protagonistki staje się zadziwiająco realistyczna, pełniejsza, wyraźniejsza- wnikamy do psychiki bohaterki obdarzonej wręcz bolesną wrażliwością, do jej chaotycznych myśli, dotykając przy tym jej uczuć tak głęboko, iż w pewnym momencie zapomnieć można, iż Julia jest jedynie postacią fikcyjna. Autorka bombarduje nas przemyśleniami i emocjami swej bohaterki, z których wyłania się osoba skomplikowana, wyalienowana, zakompleksiona, nie potrafiąca zaakceptować samej siebie, zamknięta w zbudowanej ze swych własnych wspomnień i demonów przeszłości szklanej pułapce ogradzającej ją od innych, której nie potrafi zburzyć; osoba zagubiona w własnych uczuciach, a przez to i ludzka, autentyczna, z krwi i kości. To właściwie nie postać samej Julii, która momentami irytowała mnie swoimi decyzjami i zachowaniem straszliwie, ale właśnie mistrzowska, staranna, wnikliwa kreacja jej charakteru, osobowości popełniona przez panią Mafi, poruszyła, zachwyciła i wstrząsnęła mną najbardziej, przyczyniając się do tego, że odbiór jej powieści także w moim przypadku był niewątpliwie pozytywny.

Mafi obdarzyła duszą i charakterem nie tylko Julię- życie tchnęła także w inne postaci: niemal zawsze opanowanego Castle'a, który za punkt honoru postawił sobie udzielenie pomocy i schronienia każdej osobie o szczególnych umiejętnościach, Kenjiego będącego takim dobrym duchem książki, pod maską luzaka i żołnierza skrywającego prawdziwą psychiczną siłę, Warnera pokazującego kompletnie inne, zastanawiające oblicze. I tylko jednego nie mogę jej wybaczyć- ubogiej, skąpej kreacji Adama. W porównaniu z Warnerem, który ukazuje Julii i czytelnikom swą drugą, intrygującą twarz Kenta można nazwać co najwyżej sympatycznym. Żadnego wyrazu, charakteru, żadnej osobowości i głębi, w nim nie znalazłam, co rozczarowało mnie okrutnie, gdyż w "Dotyku Julii" to jego polubiłam najbardziej. Liczę jednak z w finałowym tomie trylogii autorka pozwoli mu się rozwinąć.

Nie można zapomnieć także o kolejnej  kwestii związanej z książką Mafi- jej nazwijmy to, przynależności gatunkowej. Dystopią to ja bym "Sekretu Julii" nie nazwała, oj nie. Powieść ta zawiera co najwyżej jej elementy, a w rzeczywistości jest...romansem. Wojna między Komitetem Odnowy a Odmieńcami, takimi jak Julia, czy Kenji to tak naprawdę jedynie dramatyczne tło dla trójkąta miłosnego, w którym znalazł się Adam, nasza główna bohaterka i Warner. Przyznaję, jest on w jakimś tam stopniu emocjonujący, nie wiem nawet, czy to przypadkiem nie ten wątek najbardziej pochłania czytelnika, jednakże nie miałabym nic przeciwko szerszej kreacji rzeczywistości, w której żyją bohaterowie stworzeni przez Mafi. Tymczasem autorka, skupiając się na trójkącie miłosnym i związanych z nim emocjonalnych rozdarciach i uczuciowych rozterkach, ogranicza ją do minimum, pozostawiając świat ze swej wyobraźni nieukształtowany i niepomalowany do końca

"Tak trudno jest być dobrym dla świata, który przez całe życie darzył nas wyłącznie nienawiścią. Tak trudno jest widzieć dobro w świecie, który zawsze budził w nas strach."

Mimo wszystko czasu poświęconego lekturze "Sekretu Julii" nie żałuję- to czytadło wciągające po uszy, przy którym zapomina się o całym świecie. Gdyby nie konieczność wstawania do szkoły o wczesnej, porannej godzinie spędziłabym przy książce Mafi całą noc, połykając ją w całości. Chcąc, nie chcąc musiałam jednak podzielić jej lekturę na dwa wieczory, dzięki czemu odrobinę dłużej pozostałam zanurzona w przemyśleniach i emocjach Julii ubranych w przepiękne, poetyckie, poruszające słowa. -5/6



środa, 3 kwietnia 2013

Jesteś Niezgodna? Ciii...




" To nasze wybory ukazują kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności ."
                                                                                                                              J.K. Rowling



Beatrice Prior żyje w świecie w którym społeczeństwo bytujące na ruinach Chicago podzielone jest na pięć frakcji. Test przynależności przez który musi przejść każdy nastolatek wskaże jej drogę jaką może podążyć : Altruizm, Serdeczność, Erudycję, Prawość bądź Nieustraszoność, ale to do niej należy ostateczny wybór. Test predyspozycji u Beatrice wykazał jednak Niezgodność - dziewczyna łączy cechy trzech frakcji, co sprowadzić może na nią śmiertelne niebezpieczeństwo. Musi więc zataić wyniki próby nawet przed rodzicami.
Na Ceremonii Wyboru, uroczystości na której młodzi ludzie wybierają frakcję do której wstąpią, Beatrice podejmuje decyzję, która zaskakuje jej bliskich - opuszcza rodzinę i  dołącza do Nieustraszonych...

Debiut młodziutkiej Veronicii Roth narobił niezłego szumu na rynku wydawniczym. Recenzenci, publicyści i czytelnicy ( głównie użytkownicy portalu goodreads) za oceanem prześcigali się w pozytywnych opiniach o "Niezgodnej ". W centralnej części okładki polskiego wydania książki dwudziestopięcioletniej autorki ( ach te marketingowe triki! ) przeczytać możemy następujący osąd  New York Timesa: "Niezgodna wykracza poza Igrzyska Śmierci : wartką akcję i niewyczerpaną wyobraźnię dopełnia refleksją nad dojrzewaniem - do samodzielności i do miłości ". Zapewne słowa te miały przyciągnąć uwagę wielu osób, co ja mówię przyciągnęły zainteresowanie rzeszy czytelników, jednak mnie zamiast zachęcić zniechęciły i wkurzyły. Nie znoszę takiego porównywania, żerowania na sławie innych książek. Nie cierpię. Bo osoby wygłaszające takie opinie sprawiają tylko, że chcąc nie chcąc na twórczość początkujących autorów patrzy się przez pryzmat cenionych książek, w tym przypadku genialnych i niezwykłych Igrzysk Śmierci, doszukując się w debiutach kopiowania pomysłów innych pisarzy. Złościmy się, bo często taki "świeżynki" nie dorastają do pięt naszym ulubionym powieściom, a  tego typu opinie są w pewien sposób krzywdzące dla cenionych przez nas autorów. I zapewne z moim spotkaniem z "Niezgodną" byłoby podobnie, gdyby...Gdybym uwierzyła w prezentowane na okładce (także tylnej) opinie i nastawiała się na Bóg wie co. Tymczasem ja po
przeczytaniu mas recenzji polskich czytelników, zarówno tych pozytywnych jak i meganegatywnych i zaznajomieniu się z tymi ochami i achami przeróżnych zagranicznych gazet, prezentowanymi przez wydawnictwo Amber nie robiłam sobie żadnych złudzeń. Nawet nie pomyślałam o tym, iż debiut Roth jest lepszy od "Igrzysk Śmierci", wykracza poza nie, i.t.d  - wspaniałej trylogii Collins nie dorówna nic i basta! Podeszłam do "Niezgodnej" na luzie, z dystansem ( ktoś może zapytać po co - otóż coś mnie w tej książce ciekawiło) i dzięki temu jej lekturą się nie rozczarowałam. Twardo postanowiłam sobie, że nie będę jej porównywała do dzieła pani Collins, a  na podobieństwa z nim (oj są one, są.... ale miałam o nich nie mówić) nie będę zwracała uwagi. I w ten sposób dałam się porwać historii snutej przez Roth.

Podczas lektury "Niezgodnej" na pewno nie można się nudzić - akcja gna na łeb, na szyję, stale coś się w książce dzieje - a to ktoś wyskakuje z pędzącego pociągu, bądź skacze z kilkupiętrowego budynku. Podczas nowicjatu Tris w Nieustraszoności co rusz będziemy świadkami jakiejś brutalnej walki uczniów, krwawych jatek, symulacji- koszmarów, dość okrutnych  "psikusów" jakie zgotuje znienawidzonym kolegom jeden z nowicjuszy, badź śmierci . Nawet nie wiem, czy autorka nie przesadziła ze scenami pełnymi przemocy, nie są one może straszliwie drastyczne - autorka  po prostu nie daje od nich odetchnąć i bohaterom i czytelnikom. Jest ich naprawdę sporo i po pewnym czasie nawet nas już tak bardzo "nie ruszają". Niestety także rozwój wydarzeń nas nie zaskakuje - jest łatwy do przewidzenia, co tylko ujmuje książce. Ja zawsze oczekuję od powieści szokujących, wbijających w fotel niespodzianek - zajścia zdarzeń, których się kompletnie nie spodziewałam. W "Niezgodnej" nie doświadczyłam tego zbytnio.

Natomiast od strony dystopijnej debiut Roth prezentuje się naprawdę nieźle - autorka ma niewątpliwe ciekawe i świeże pomysły- popatrzymy chodźby na koncept z podziałem społeczeństwa na pięć frakcji według charakterów - ja z podobnym się dotąd nie spotkałam. Nie wiemy co prawda jaki był jej zamysł w stworzeniu takiego świata, nie odkrywa wszystkich kart - nie wyjaśnia co stało się przyczyną podziału ludzi na takie grupy, ale ma za to pole do popisu w kolejnych częściach trylogii i choćby dla wyjaśnienia tych spraw sięgniemy po kolejne tomy.

Kreacja bohaterów nie jest może najlepsza -  w  "Niezgodnej" nie uświadczymy głębokiej analizy psychologicznej postaci, ale także do najgorszych nie należy - bohaterowie nie są papierowi, jakieś uczucia w czytelniku wzbudzają a o to chyba chodzi. Postaci drugoplanowe nakreślone są co prawda pobieżnie, ale niektóre z nich jak na przykład Will, Caleb, bądź Uriah potrafiły zdobyć moją sympatię. Inne znowuż kompletnie nie, ale tak już musi być. Najbardziej mieszane uczucia mam do głównej bohaterki. Jej niektóre zachowania, podejście do pewnych spraw ciężko mi było zrozumieć, irytowały mnie momentami straszliwie, potrafiła jednakże mnie pozytywnie zaskoczyć, wzbudzić moje uznanie. Tris nie jest idealna - to dziewczyna z wadami i zaletami, co urealniło ją w moich oczach, nadało jej wiarygodność. Jest niewątpliwie odważna ( w końcu Nieustraszoność do czegoś zobowiązuje) a przy tym ma też swoje lęki i strachy, rozsądna, ale momentami impulsywna, ulegająca emocjom, bezinteresowna, potrafiąca zrobić wszystko dla przyjaciół oraz wrażliwa i zarazem nieustępliwa, uparta, walcząca o swoje i twarda. I to właśnie ta dwoistość jej natury, charakteru, zachowań tak mnie zaciekawiła.
Intrygującą postacią jest Cztery - instruktor nowicjuszy. To z pozoru wyłącznie oschły, brutalny, prawdziwie nieustraszony, młody mężczyzna z którym nie ma żartów, ale podobnie jak każdy z nas zmaga sie ze swoimi demonami i lękami.  Jest w nim też jakaś nuta, rysa, która go zmiękcza -  pewna wrażliwość na problemy świata i ludzi żyjących wokół, szlachetność - ale nie taka wymuszona, napuszona, wręcz infantylna, ale prawdziwa i naturalna. Ja takich właśnie bohaterów skomplikowanych i niejednoznacznych cenię najbardziej.

"Niezgodna" podobnie jak jej bohaterowie ma swe wady i zalety. Pojawiają się w niej pewne niedociągnięcia i w fabule i w języku -  zdania są momentami zbyt proste i dziwacznie skonstruowane, ale nie przeszkadza to jakoś bardzo w lekturze. W obliczu tak szybko mknącej akcji, gdzie stale coś się dzieje, a my czytamy powieść Roth błyskawicznie, nawet nie zwracając na nie zbytnio uwagi lekko bledną. Piątka z dużym minusem co prawda będzie, ale jedak piątka. -5/6

Kolejna praca M.Seregon. :)


P.S. Rozpisałam się dzisiaj masakrycznie, pobiłam swój rekord - jeszcze tak długiej "recenzji" nie napisałam. :) Tak mnie dzisiaj w tę półrocznicę  natchnęło- tak moi drodzy sześć miesięcy temu, dokładnie 3 października na moim blogu pojawiła się się pierwsza notka. Od tego czasu Książkowy zawrót głowy naliczył ponad 3000 wejść - być może dla kogoś jest to mała liczba - dla mnie znaczy wiele. Dziękuję Wam za to, że jesteście - to Wasze komentarze i cicha obecność osób, które się nie ujawniają mnie motywuje.

P.S.S. Podziwiam osoby, które te moje wywody przeczytały ( może są takie? ). :)

                                                                                                                         
                                                                                                                                Nada

sobota, 23 lutego 2013

Znajdź wyjście albo giń...






Budzisz się w nieznanym miejscu. Wokół Ciebie nie ma żadnej żywej duszy. Jedynie gęsta, nieprzenikniona ciemność, przytłaczająca i przeszywająca, wywołująca paniczny lęk. Nie pamiętasz nic ze swej przeszłości. Twój umysł to czysta, niezapisana karta. Jak i dlaczego znalazłeś się tutaj? Kim byli Twoi rodzice? Ile masz lat ? Nie znasz odpowiedzi. Z labiryntu Twojej pamięci wyłania się wyłącznie Twoje imię. Boisz się coraz bardziej...

Stara kopalniana winda wywozi Thomasa do Strefy, miejsca znajdującego się w samym środku gigantycznego labiryntu, zamieszkiwanego przez chłopców w przeróżnym wieku. Nieprzerwanie od dwóch lat, raz w miesiącu, zawsze tego samego dnia pojawia się Njubi - kolejna osoba skazana na życie wśród innych Streferów. Dlaczego znaleźli się w tym miejscu? Kto stoi za ich zesłaniem ? Czy istnieje wyjście z labiryntu? Chłopcy każdego dnia przeczesują jego korytarze, poszukując drogi ucieczki. Jednak zadanie to utrudniają ściany labiryntu, przesuwające się każdej nocy i czyhający w nim Buldożercy...

Bohaterowie "Więźnia Labiryntu", podobnie jak postaci z "Władcy Much" starają się w zaistniałej sytuacji stworzyć namiastkę normalności, budując własne społeczeństwo, podzielone na kilka grup. Każda z nich pod okiem wybranego Opiekuna wykonuje odmienne czynności na rzecz dobra ogółu Streferów. Mamy tam Budoli, Oraczy, Grzebaczy, Pomyjów, oraz pełniających  kluczową funkcję Zwiadowców, przemierzających zaułki labiryntu dzień w dzień. W składającej się z kilkudziesięciu chłopców społeczności często dochodzi do konfliktów i zatargów o dominację, uznanie i po to by nierozpadła się ona na kawałki potrzebny jest przywódca, trzymający ją w ryzach i pilnujący przestrzegania zasad. Czy nastolatek może, a raczej czy jest w stanie pełnić tak odpowiedzialną funkcję? Podczas lektury zadajemy sobie to pytanie i wiele innych, na które ciężko znaleźć odpowiedzi. Szokuje nas bezwzględność z jaką, pamiętajmy dopiero kilkunastoletni chłopcy stoją na straży obowiązującego w Strefie prawa, z jaką stanowczością, brutalnością, okrucieństwem, bez cienia wahania karają osoby, które to prawo ośmieliły się łamać. Te dzieci musiały szybko dorosnąć, wyzbyć się wiary w spełnienie marzeń i poznać smak śmierci, bólu, osamotnienia. Smak zła. Ten przygnębiający obraz znamy już z powieści Williama Goldinga, jednak gdy autor " Władcy much" skupia się na analizie ludzkiej natury, odkrywania zła, które w człowieku drzemie i ujawnia się w ekstremalnych sytuacjach, James Dashner oplata uwagę czytelnika siecią intryg i tajemnic, wzbudza w nim głód ich poznania.

Wraz z Thomasem zostajemy dosłownie wrzuceni do przerażającego świata pełnego Buldożerców, razem z nim stopniowo, krok za krokiem odkrywamy okropieństwa czające się w pułapce- więzieniu i poznajemy nowe twarze, różnorodne twarze dodajmy. Autor kreuje postaci nieco osobliwe, które ciężko rozszyfrować. Dziwaczne są także nasze odczucia wobec nich. Poza kilkoma wyjątkami, na których skupiają się nasze cieplejsze uczucia zdecydowana większość bohaterów nie wzbudza ani ogromnej sympatii, ani niechęci. Ale za to wręcz niesamowitą ciekawość.  Nie wiemy bowiem do końca co każdy z nich skrywa na dnie swojej duszy. Wszyscy jednak mają swoje słabości, niedoskonałości, wady. I to właśnie przywołuje ich do życia.

Podobnie jak Thomas w obliczu tak nagle zachodzących niezwykłych, przerażających zdarzeń  i wypadków odczuwamy zarówno strach jak i ekscytację. Tak jak on nie wiemy co zdarzy się dalej, co kryje się za kolejnym zakrętem labiryntu. Autor nieraz wprawia czytelnika w prawdziwe osłupienie, zaskakuje go, wywraca jego przypuszczenia i domysły do góry nogami. Stworzona przez Dashnera książka trzyma go w kleszczach niepokoju od początku do samego końca. A jej zakończenia nie sposób przewidzieć. Mimo początkowych skojarzeń z filmem "Cube", bądź z wspomnianym wcześniej  "Władcą much" autorowi "Więźnia Labiryntu" kopiowania innych dzieł zarzucić nie można. Za to iście diabelską pomysłowość i wyobraźnię pełną koszmarów i okropieństw jak najbardziej. Mocne 5/6 będzie ode mnie. A nawet 5 +. Myślę, że w pełni zasłużone. :)





Dzisiaj przepiękny utwór ( piękny dla mnie ) w wykonaniu Russela Allena i Jorna Lande, który za każdym razem gdy go słucham chwyta mnie za gardło i serducho.




                                                                                                                     Nada

wtorek, 6 listopada 2012

Prawda stanie się legendą...




W miejscu znanym niegdyś jako zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych istnieje Republika. Kraj ten toczy ciągłe wojny ze swymi sąsiadami, Koloniami  dlatego też dzieci od najmłodszych lat przygotowywane są do służby wojskowej. Gdy kończą dziesiąty rok życia poddawane są Próbie, która ma określić ich umiejętności. Jeśli osiągną wysoki wynik czeka  je świetlana przyszłość, będą mogły podjąć studia na którymś z czołowych uniwersytetów, a później znaleźć dobrze płatną pracę i wieść dostatnie życie. Jeżeli natomiast osiągną wynik zbyt  przeciętny, niski, Kongres nie pozwoli im nawet uczęszczać do szkoły średniej,  będą żyć w biedzie, zaharowując się  w elektrowni, bądź przy turbinach wodnych. A co dzieje się z dziećmi, które obleją Próbę? Oficjalna wersja głosi, że są one wysyłane do obozów pracy. Prawda jest jednak o wiele, wiele gorsza...



Piętnastoletni Day, wychowany w slumsach sektora Lake, jest najbardziej poszukiwanym przestępcą Republiki. Chłopak wiele w życiu przeszedł, wiele wycierpiał  i winą za to obarcza rząd.
Nastolatek nienawidzi władz Republiki, dostrzega wiele wad i zła w jej systemie, dlatego stara się utrudniać wszelkie misje i operacje wojskowe swego kraju, niszcząc rządowe pojazdy, bądź przejmując dostawy broni, wyposażenia, żywności , by część oddać ludziom biednym i swoim bliskim.  Największą słabością Daya jest rodzina, gdyż chłopak jest gotowy zrobić dla niej wszystko...  Nawet włamać się do najbardziej strzeżonego szpitala, by zdobyć lekarstwa potrzebne do uleczenia jego śmiertelnie chorego brata, ryzykując przy tym swą wolność i życie...

June Iparis to cudowne dziecko Republiki, które osiągnęło najwyższy możliwy wynik podczas Próby. Dziewczyna żyje w jednym z najbogatszych sektorów, uczęszcza na prestiżowy uniwersytet, gdzie szkolona jest na żołnierza. Jej życie diametralnie się zmienia, gdy podczas patrolu ginie oficer Metias Iparis- jej opiekun i ukochany starszy brat. Głównym podejrzanym w sprawie śmierci młodego kapitana jest znienawidzony przez władze Day. June zrobi wszystko by pomścić śmierć brata i schwytać okrutnego zbrodniarza...

A jeśli  młodego przestępcę-rebelianta i posłuszną, całkowicie oddaną ojczyźnie patriotkę więcej łączy niż dzieli?

Wizja przyszłości snuta przez Marie Lu nie jest taka wesoła i przyjemna, jaka  może na samym początku się wydawać. Ludziom zarówno tym bogatszym, a już w szczególności  tym biednym, nie żyje się tak lekko, ich kraj prowadzi wyniszczające wojny, stale nawiedzany jest przez różnorakie kataklizmy, a dodatkowo rokrocznie mieszkańców slumsów dziesiątkuje śmiertelna epidemia. I niestety w tym świecie niesprawiedliwość i okrucieństwo również się pojawia. Dzieci wywodzące się z "nizin społecznych" nie mają szans na szczęśliwe, spokojne życie w dostatku, z góry skazane są na ubóstwo, biedę i harówę. Każdego dnia muszą toczyć bój o przetrwanie i kęs chleba. W świecie tym  nie mają beztroskiego dzieciństwa. Muszą szybko dorosnąć i walczyć...

Oczywiście Lu mówi w swej książce nie tylko o sprawach smutnych, złych i niesprawiedliwych, ale również o tych pięknych, takich jak miłość rodzicielska, braterska, czy poświęcenie. Pokazuje Nam te postawy poprzez rodzinę Daya. Każdy jej członek jest gotów zginąć dla swoich bliskich.

"Wolałbym sam umrzeć niż patrzeć , jak cię krzywdzą.  Rozumiesz?"

Natomiast wątek miłosny pomiędzy dwoma głównymi bohaterami mnie osobiście nie urzekł. Jakoś za szybko się to wszystko rozwinęło i tak dosłownie z niczego. Przecież miłość kwitnie, rodzi się, rozwija i dojrzewa  powolutku, stopniowo, z upływem czasu, a nie w jednej chwili. Niestety wątek miłosny w "Legendzie" jest sztuczny, naiwny, a przez to także irytujący- no po prostu słaby.

Jednakże całość książki jest naprawdę całkiem dobra. To przede wszystkim niezwykle ciekawa dystopia, zawierająca nader realistyczną wizję przyszłości, ale również obfitująca w zaskakujące zdarzenia powieść przygodowa z szybko mknącą akcją. To poruszająca opowieść o dorastaniu w okrutnym świecie, trudnych wyborach, poświęceniu i walce o wolność i sprawiedliwość. Muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawa kontynuacji "Rebelianta", która ma ukazać się u nas wiosną 2013 roku i czekam na nią z niemałą niecierpliwością. Tymczasem Was zachęcam do zaznajomienia się z tą interesującą Legendą.

Ocena: (Mocne) 8/10  :)


                                    UWAGA!!! Premiera książki już jutro!  (07.11.2012 r.)




I na koniec niezwykle klimatyczny utwór zespołu Nightwish - The Islander. :)